Śpię w swoim pokoju

DSC_0487mm

Czekając na dziecko, każdy przyszły rodzic zastanawia się, czy szykować osobny pokój dla noworodka, czy może wstawić łóżeczko do sypialni. Czasami też wychodzi inaczej, niż to zaplanowaliśmy… Chcecie dowiedzieć się, jak było u nas? Zapraszam!


Osobny pokój, łóżeczko, piękna pościel z haftowanymi kwiatuszkami, wygodny fotel do karmienia… tak wyglądał pokój przygotowany dla Ali. Od początku wiedziałam, że nie będę spała z dzieckiem i to była moja najlepsza decyzja. Wyspana mama to szczęśliwa mama!
Wiele osób mówiło mi, że dziecku potrzeba bliskości. Do tego karmiłam i dziecko będzie miało pierś na wyciągnięcie… języka. Nic mnie nie przekonało. Bliskość dziecku można okazać na sto innych sposobów. A karmienie piersią nie musi wyglądać tak, że dziecko wisi na nas i mamy całą noc wywalone piersi, żeby w każdym momencie nasz mały ssak mógł się podłączyć do źródełka.
Alicja od drugiego dnia spała w swoim pokoju SAMA! Pierwszego dnia sprawdzaliśmy reakcję na dziecko naszego kota, ale Kitka nie była nim zainteresowana – wręcz omijała szerokim łukiem. Stały rytm dnia opanowaliśmy w dwa tygodnie. Alicja po wieczornym intensywnym karmieniu spała 5 godzin. Około 2 w nocy szłam ją nakarmić. Starałam się, żeby się nie wybudziła. Zapalałam tylko małą lampkę. Gdy dziecko spało nie zostawiałam włączonego światła, ponieważ zaburza to sen i pracę mózgu. Maluch ma problemy z odróżnieniem dnia i nocy. Kolejne intensywne karmienie i spanie do 6 – 7. Rano często mąż przynosił Alę do nas i tam na leżąco ją karmiłam, przytulałam, miziałam. To był nasz czas – czas na BLISKOŚĆ. Razem dosypiałyśmy jeszcze godzinkę lub dwie.
Osobiście uważam, a nawet śmiało mogę powiedzieć, że przetestowałam to na wielu dzieciach, że najwięcej zależy od dobrego karmienia i ustalonego rytmu dnia. I nie oznacza to, że żeby dziecko długo spało, trzeba przestawić je na butelkę. Dzieci na piersi można „wyregulować” tak, aby ładnie spały. Często maluchy przysypiają podczas karmienia. Robią sobie przerwy, w których pierś traktują tylko jako smoczek. Takiego intensywnego jedzenia trzeba nauczyć zarówno dziecka, jak i siebie. To my musimy kontrolować każdy ruch dziecka, nie pozwalać mu zasypiać np. miziając po rączce. Jeśli dziecko nam przysypia, najlepiej szybko zareagować i odstawić od piersi … odbić i dostawić głodomorka z powrotem.
Mała istotka, która pojawiła się w naszym domu ma nadmiar bodźców: nowe głosy, miejsca, raz zimno, raz ciepło. Jeden wielki szok! W brzuchu było ciepło, ciasno i samo ustalało sobie rytm …. pluskania się w wodach płodowych. Na świecie jest zupełnie inaczej, ktoś musi tym maluszkiem pokierować, pomóc mu w poznawaniu nowego i trudnego życia… i to właśnie my rodzice jesteśmy od tego.
Nauka jest ciężka. Trzeba wstać do dziecka kilka razy w nocy i zawsze odkładać do łóżeczka. Zazwyczaj pierwsze dni po porodzie jest z nami partner, z którym możemy podzielić się obowiązkami. Ty karmisz, a tata przewija i odkłada do łóżeczka. Większość z nas lubi mieć stały rytm, lepiej nam się wtedy funkcjonuje. Dzieciom też łatwiej się zaaklimatyzować w życiu, jak ktoś im pomaga i nimi kieruje. Dlatego to właśnie od rodziców tak wiele zależy… nawet sen dziecka.
Po miesiącu Ala przesypiała 10 – 12 godzin bez wybudzania. Przybierała na wadze i to był najlepszy argument, dla którego mogła tak słodko i długo spać. W ciągu dnia nie karmiłam na żądanie tylko o w miarę ustalonych porach … prawie jak butelką. O stałych porach odbywałyśmy spacer, na którym oczywiście spała i drzemki w ciągu dnia, które trwały 2 – 3 godziny. Tak zwane wiszenie na piersi nie służy nikomu – ani mamie, która nic nie może zrobić, ani tym bardziej dziecku. Maluch ciągle łyka mleko, a w przerwach powietrze i może przez to mieć problemy z brzuszkiem. Nasze piersi traktuje jak smoczka i uspokajacza. A malucha można uspokoić na wiele innych sposobów, niekoniecznie podtykając mu pierś. U nas sprawdzało się przytulanie i głaskanie po brzuszku. To nie tak, że nie podawałam piersi, ale nie każdą wylaną łzę uzupełniałam mlekiem.
Trafiały się oczywiście takie dni, kiedy Ala spała z nami przez całą noc. Było to wtedy, gdy po raz pierwszy zachorowała, około 5 – go miesiąca życia. Każde z nas te dni wspomina źle. Byliśmy niewyspani i połamani. Nieprzyzwyczajeni do obecności małej istoty w łóżku, spaliśmy czujnie, każdy dźwięk wydany przez dziecko nas budził. Baliśmy się poruszyć, bo nieprzyzwyczajona Ala budziła się przy każdym naszym ruchu. Po chorobie każdy z nas był szczęśliwy. Ala przesypiała całą noc w swoim pokoju, nic i nikt nie zakłócał jej snu.
Będąc w drugiej ciąży wiedziałam, że w kwestii spania moje zdanie się nie zmieni. Adaś urodził się, gdy Alicja miała rok i siedem miesięcy. Od pierwszego dnia był z siostrą w pokoju. Jedno się tylko zmieniło. Fotel do karmienia przenieśliśmy do naszej sypialni, aby nie wybudzać Alicji podczas nocnego karmienia Adasia. Pierwsze parę dni, gdy Adaś zapłakał, Ala budziła się i sprawdzała jak jej braciszek… szybko jednak przyzwyczaiła się i później nie otwierała już nawet oczu na jego kwiknięcie.
Adaś musiał się jeszcze szybciej nauczyć dziennego rytmu jedzenia i spania. Nie był w końcu jedynakiem. W ciągu dnia zawsze około godziny 12 dzieci szły spać. Adaś zasypiał wtedy przy piersi, córka trzymając mnie za rękę (karmiłam siedząc na łóżku Ali).
Wiele osób pytało mnie czy nie boje się, że nie usłyszę płaczącego dziecka. Nie boję się! My kobiety jesteśmy tak zaprogramowane, że słyszymy nasze maluchy. Gdy dzieci były malutkie, miałam wyczulony słuch. Słyszałam każde kichnięcie, prychnięcie i pisknięcie, ale wstawałam tylko na płacz głodomorka. Nauczyłam się odróżniać wydawane przez dzieci dźwięki i dokładnie wiedziałam, kiedy pisk oznacza niespokojny sen, a kiedy moment wybudzania się malucha.
Szybko też zrezygnowaliśmy z łóżeczka ze szczebelkami – dokładnie na roczek Ala spała już w swoim nowym łóżku. Warunkiem przeniesienia dziecka do większego łóżka jest opanowanie umiejętności chodzenia oraz wchodzenia i schodzenia z łóżka. Nasza Ala zaczęła chodzić mając 9,5 miesiąca, w związku z tym nie mieliśmy wątpliwości, że czas na większe i wygodniejsze łóżko.
Największy plus dużego łóżka- ból pleców u mnie ustał, nie dźwigam już mojego klocka!
Dzieci często czują pewną swobodę, wolność i gdy tylko się przebudzą zaczynają wędrować (nie wiedząc czemu zawsze trafią do łóżka rodziców). Wystarczy parę dni cierpliwie odprowadzać malucha do jego łóżka i poczekać aż zaśnie. Po jakimś czasie dziecko zaspokoi swoją nocną ciekawość zwiedzania mieszkania i ładnie w swoim nowym łóżeczku będzie spało. Są dzieci, które bardzo niespokojnie śpią. Potrafią obrócić się 100 razy w łóżku i przyjmować przy tym przedziwne pozycje. U nas tak spała Alicja, bałam się że będę ją ciągle zbierać z podłogi gdy zmienimy łóżko. Okazało się, że w większym łóżku spało jej się wygodniej, nie wierciła się już tak bardzo, a na podłodze znaleźliśmy ją tylko raz. Adaś to oaza spokoju- śpi w jednej pozycji… za to wędrowanie opanował do perfekcji. Zawsze gotowy na zmianę łóżka, przychodzi do nas ze swoją poduszką.
Osobiście wolę opcję „wyspanej mamy” i dlatego nasza decyzja była taka, że dzieci mają swój pokój i śpią w swoich łóżkach. Nie twierdzę, że każda mama śpiąca z dzieckiem, to niewyspana mama, oraz że każdego maluszka można wyregulować tak szybko jak moje. Ale czy nie warto spróbować?! Tą decyzję pozostawiam Wam – Drogie Mamy.
My spróbowaliśmy i było warto!

DSC_1012org

(Z dziećmi poszło nam łatwo, natomiast z Kitką… 😉 )

 

3 thoughts on “Śpię w swoim pokoju

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *