Idziesz z dzieckiem plażą i widzisz bursztynek… ooo a tu szkło.
Maluch przynosi ci muszelkę… ooo a tu kapsel od butelki.
Budujesz zamek z piasku – trzeba go ozdobić… ooo pełno petów, plastikowych łyżeczek i widelczyków po frytkach – dekoracja gotowa.
Znacie to? Tak niestety wygląda pobyt na plaży. Ludzie śmiecą, dzieci śmiecą, bo mama i tata tak robią. Kosze są ale albo puste, albo tak pełne, że nawet widelczyka po frytkach nie wetkniesz.
Zakaz palenia w miejscach publicznych według Polaków za parawanem nie obowiązuje. A popielniczka to piasek.
WC… jak w ogóle jest to daleko i majątek kosztuje! Takie są realia wakacyjne.
A teraz hit!!! (historia od znajomych)
Będąc na plaży, dziecko plażującej obok „sąsiadki” krzyczy do mamy: „Kupkę, kupkę!”
Na co mama: „Chodź tu wykopiemy dołek i zrobisz”.
Super, a jutro albo jej dziecko, albo inne wykopie „batonika” – niespodziankę.
Na szczęście szybka reakcja ludzi obok i ich komentarze tak zawstydziły mamę, że w pośpiechu poszła szukać ToiToi’a.
A wystarczy mała folijka na śmieci, nocnik turystyczny lub dwa złote w kieszeni na nagłe wypadki do WC i turystyczna popielniczka! Pobyt na plaży może być przyjemny i bez zbędnych śmieciowych niespodzianek.
A oto nasze znalezisko 😉 Został strażnikiem zamku Alusi!




Dlatego nie lubię jeździć do największych kurortów. Tam gdzie my jeździmy raczej nie ma z tym problemu. Piasek raczej czysty, kosze często zmieniane i do toi toia (za darmoszkę) blisko. Niestety jesteśmy strasznymi brudasami… a za palenie w miejscach publicznych i wyrzucanie petów gdzie popadnie to bym konkretne mandaty wlepiała.