Odpieluchowanie

imagesaZazwyczaj jest tak, że im większą wagę przywiązujemy do treningu czystości, im więcej stresu, zamętu i złości wokół nocnika, tym gorsze są tego efekty. Natomiast gdy sprawy toczą się naturalnym biegiem, łagodnie zachęcamy do korzystania z nocnika, to o wiele łatwiej o końcowy sukces. Coś w tym jest tylko, że bywa różnie, bo ciągłe pranie, wycieranie podłogi i powtarzanie milion razy „Chcesz siusiu?”, doprowadza rodziców do obłędu.


U nas nocnikowanie poszło dosyć sprawnie.
Z Alą zajęło to nam dwa dni i siusianie opanowane. Grubszą sprawę robiła pod stołem, w sekundę (żebyśmy jej przypadkiem nie złapali), oczywiście w majtki. Tydzień nie mogłam jej namierzyć. Jednak nadszedł taki piękny dzień, kiedy złapałam małego obsrańca i to, co trzeba, trafiło do nocnika. Nocnik jej nie ugryzł i już ładnie sama siadała na tronie 😉
Po tygodniowym treningu siusiania w dzień, zdjęliśmy całkowicie pieluchę na spanie. Wieczorem godzinę przed spaniem kolacja, obowiązkowe siusiu i dopiero kładła się spać. Czasami, gdy byłam u Adasia na nocnym karmieniu, wysadzałam Alę, żeby zrobiła siku. Bywało różnie i mimo, że ma ponad trzy lata, nadal czasami przytrafi się jakaś wpadka. Zazwyczaj wiemy, że się to może wydarzyć, bo np. dużo wypiła czy miała tak męczący dzień, że bardzo twardo śpi.
Zdarzały nam się wpadki podczas zabawy, na placu zabaw, w nocy, ale i tak łatwo nam poszła nauka. Bez zamętu i stresu. Ominęły mnie stosy prania. Obeszło się też bez grających nocników. Łącznie nauka trwała tydzień czasu. Ala miała rok i 8 miesięcy.
Adaś był bardziej oporny. Zaczęliśmy od latania w samych majteczkach na działce… musiałam dokupić majtek, bo lał na potęgę. W końcu parę razy przyłapałam go na sikaniu i udało nam się podlać krzaczki. Na tyle było to fajne, że zaczął sikać na roślinki, tyle że w majtkach. Mnie cieszył ten widok, bo ewidentnie było widać , że Adaś załapał, że to on decyduje o tym sikaniu. W domu szło nam zdecydowanie lepiej… nie mamy za dużo roślinności 😉 więc sikał do nocnika. Tak co drugie sikanie, ale i tak było więcej sukcesów niż na działce.
Ciągle chodziłam i pytałam czy nie chce siku, a mały jak automat odpowiadał „Ne” i minutę później lał na podłogę. Mop był moim najlepszym przyjacielem. Dwa nocniki stały w dwóch odległych miejscach w domu (żeby zdążyć do któregoś) . Jak nasiusiał, biliśmy brawo i cieszyliśmy się tak, że w całym bloku nas słyszeli. Nawet Kitka musiała się cieszyć. Adaś chodził za nią i krzyczał radośnie „Kotka … bebe”.
Nie nagradzałam dzieci np. słodkościami za sikanie. Dla mnie jest to dosyć dziwne. A zwłaszcza, gdy dzieci dostają ciacho mimo, że jeszcze nie wstały z nocnika. Jedną stroną wpychamy, a drugą wychodzi. No nie!
Jeśli chodzi o kupę, to miałam kupę roboty! Robił w majtki, kiedy popadło. Nawet nie można było go przyłapać, bo czy stał czy siedział czy kucał – robił, bo mu się zachciało. Istna masakra.
Po dwóch tygodniach po prostu usiadł, zrobił na nocnik i już codziennie wołał. Tak po prostu!
Z pieluchy na spanie zrezygnowałam od pierwszego dnia nauki. Nie chciałam mu w małej główce mieszać (w dzień sikamy do nocnika, a w nocy możemy sikać do pieluchy – Nie!) Liczyłam na ciągłe wpadki i stosy prania. Oczywiście dzieci śpią na specjalnych podkładach, ale zawsze bywa tak, że posikają kołdrę na której leżą, poleci aż pod poduszkę, no i te nieszczęsne pluszaki, które mają nóżki obsikane. Jednym słowem jedno posiusianie, a cała pralka prania. Adaś już ponad trzy miesiące jest bez pieluchy i ani razu nie pomoczył łóżka. Rewelacja! Miał rok i 9 miesięcy, gdy zaczęliśmy przygodę z nocnikiem.
Szybko odeszliśmy też od sikania do nocnika. Ala po dwóch miesiącach siadała na toaletę i to bez nakładki (u nas jest prostokątna deska i nic na nią nie pasuje). Adaś już też odchodzi od nocnika, co mnie bardzo cieszy, bo nie muszę dodatkowego sprzętu zabierać ze sobą na każde wyjście.
Pamiętajcie tylko, żeby nie chwalić się dziećmi! My mieliśmy taką wpadkę z Adasiem. Pochwaliliśmy się, jak to Młody ładnie robi siusiu i na wycieczce z ciocią i wujkiem zrobił 2 razy siku i 3 razy kupę w majtki. Żeby tego było mało, po spacerze pojechaliśmy do znajomych do domu, to zlał się jeszcze dwa razy na tarasie! Mówili, że nam wierzą 😉
Druga wpadka to wyjście na plac zabaw, gdy byłam z dziećmi nad morzem. Wyszliśmy tylko na chwilę, taki był piękny wieczór, idealny na spacer. Bez wózka, bez nocnika, bez chusteczek… wracaliśmy do hotelu z małym smrodkiem z jedną nogawką od dresów wypchaną… ech było śmiesznie. Zwłaszcza, że Ala każdemu kogo napotkała oznajmiała, dlaczego Adam tak szeroko idzie.
To było już jakiś czas temu. Teraz już jest rewelacja. Całkowicie pożegnaliśmy pieluchy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *