Szybki poród

Alicja
Miałam nieszczęsną cukrzycę ciążową, dlatego w szpitalu musiałam pojawić się dwa tygodnie przed terminem porodu… Po co? Tego nie wiem do tej pory. Poleżałam na „mega” wygodnym łóżku dwa dni i pani doktor stwierdziła, że jak do jutra nic się nie zacznie, to wrócę na parę dni do domu. Spakowałam się, nic się przecież nie działo. A na badaniu zaskoczenie – usłyszałam: „Pani rodzi!”… Eee ,ale która Pani? Bo chyba nie ja :-/ Natychmiast koszulę, aparat, telefon ( sprzęty najbardziej potrzebne przy porodzie ) i jedziemy na porodówkę. A moja położna właśnie zeszła z dyżuru… (panika)!
Na porodówce byłyśmy dwie – oddzielone parawanikiem. Ja grzecznie siedzę i czekam na męża, który gna ze spotkania służbowego. Nagle zza parawanu wystaje głowa męża koleżanki : „Jakie rozwarcie? Bo u nas dwa palce! Zakładamy się, kto pierwszy urodzi?”
Eee… no nie ja!! Chociaż też mam takie rozwarcie – ta pani wyglądała i krzyczała, jakby była na finiszu, a u mnie nic… Czekam na te straszne skurcze… i nic. Stwierdziłam – to może sobie chociaż pozwiedzam. Ledwo zeskoczyłam z łóżka i nagle słyszę: ”Wracamy na łóżko, tu się rodzi, a nie wędruje.” – krzyczał pan salowy.
Nagle zobaczyłam męża:
„Ja rodzę… podobno, ale nic nie czuję i bardzo chcą mi dać oksytocynę! Dzwoń do Pani Izy!”(nasza położna). Niestety nic nie dało się zrobić by ją ściągnąć do nas – bezlitosne procedury szpitalne. Na zastępstwo przyszła do nas pani Joanna. Nic jej nie musiałam mówić, już wszystko wiedziała od Pani Izy – co chcę, a czego nie… Ale niestety pojawił się jeszcze ktoś, kto podważa to co my sobie chcemy – LEKARZ.
Niestety dostałam niechcianą oksytocynę. Wszystko fajnie… tylko coś poszło nie tak, wenflon był jakby zapowietrzony, lek zaczął lecieć ciurkiem i… Nagle czuję wielki ból. Skurcz, który nie ustaje. Bartek poleciał po położną, za nią przybiegła pani doktor. Ja nie mogę złapać powietrza, tętno Ali spada ze 140 do 52…
Wyrzucili Bartka, zbiegły się pielęgniarki, pani doktor jedną ręką zakłada fartuch, w drugiej trzyma telefon i krzyczy… „Gdzie jesteście? Natychmiast CESARKA”. Jedna z pielęgniarek łapie mnie za rękę – mam coś podpisać. Druga zakłada cewnik, odpina KTG. Szybko na stół, dwie położne przeciągnęły mnie na salę operacyjną, bo ja w panice dostałam paraliżu nóg. Anestezjolog smaruje mnie czymś zimnym i nagle igła (słyszałam, że to boli, a było to najdelikatniejsze wkłucie, jakie kiedykolwiek dostałam). Wszystko było szybko, dla mnie za szybko!
Tniemy! Krzyczę : „Nie, jeszcze nie, bo ja czuję nogi”. Od skurczu do przecięcia mojego brzucha mija zaledwie 7 minut. Czuję szarpnięcia! Nie mogę oddychać, brakuje mi tchu – stres robi swoje. Nagle pokazują mi Alicję, unoszę głowę… I tyle ją widziałam, całą sekundę, bo ktoś szybkim ruchem opuszcza mi głowę z powrotem. Alicja nie płacze, była owinięta pępowiną, widzę z boku, jak ją wynoszą i nagle… WRZASK! Ooo, to na pewno moja córka – ja podobno też miałam równie piękny głosik!
Bartek jest z Alą – położna mierzy, waży i w końcu pyta : „Robi Pan zdjęcia córce?”
No to zrobił… Całe dwa!!!
Pięć minut później pani Joanna przynosi mi Alę – jest śliczna (na pewno!!!), chociaż jej nie widzę, bo tak płaczę. Łzy leciały mi tak, że musieli jej buźkę wytrzeć. Jest taka cieplutka… MOJA!
I tak oto szybko urodziłam!
Jak mnie zawozili po wszystkim na salę, w korytarzu czekał Bartek, a obok mąż tej kobiety z sali porodowej. Nie wytrzymałam, mówię: „Pierwsza”… nikt nie mówił jak ma się zakończyć poród – zakład to zakład! Tylko, że to nie był poród jaki zaplanowałam… Wniosek – to co planujemy niestety często rozmija się z rzeczywistością. Najważniejszy jednak jest fakt, że Alicja jest zdrowa i wszystko zakończyło się pomyślnie.
Na sali próbowałam rozmawiać z mamą przez telefon, ale ciężko coś powiedzieć w szoku i na dodatek płacząc. Zbyt wiele emocji, strach, lęk, złość, radość – to było nie do ogarnięcia. Próbowałam się uspokoić, znaleźć jakąś pozytywną stronę tej cesarki. Nagle przypomniało mi się, że Bartek ma aparat i zdjęcia naszej Alicji. I sobie pooglądałam… Te całe dwa zdjęcia. Pytam męża : „A jakie ma uszka?” Na zdjęciu widzę tylko jedno, a drugie… „Na pewno nie odstaje? Na 100%???” Bartek nie miał wyjścia, musiał iść na oddział noworodków obejrzeć uszka i udokumentować to dla mnie. Sama miałam kiedyś odstające uszy i bardzo chciałam oszczędzić córce operacji plastycznej, którą ja (na własne życzenie) przeszłam. Uszka doskonałe, buźka śliczna, nóżki, rączki … wszystko jest… jest Nasza Córeczka!

 

Przedstawiam Wam Alicję   ???????????????????????????????

One thought on “Szybki poród

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *